Jak klientka próbowała mi pomóc zdiagnozować awarię. Historia z serwisu, której nie da się zapomnieć.
W serwisie Markpolu widzieliśmy już wiele: roboty w lesie, roboty w oczku wodnym, roboty robiące za łodzie podwodne. Ale czasem to nie robot jest najciekawszy — tylko klient.
Jak pomóc serwisantowi
Pewnego dnia do serwisu wchodzi młoda kobieta, trzymając kosiarkę. Standardowo pytam:
„Dzień dobry, co się dzieje z urządzeniem?”
A ona, z pełną powagą:
„No… dziwnie pracuje. Wydaje takie dźwięki… takie… takie…” i zaczyna brzęczeć.
I to nie tak delikatnie. Nie, nie. To było pełne, zaangażowane BRZĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘ.
Ja stoję. Patrzę. I czuję, jak mi nogi miękną — usiadłem z wrażenia.
A teraz najlepsze: W serwisie pełno facetów. Wszyscy patrzą. Wszyscy próbują nie wybuchnąć śmiechem. Atmosfera jak w kabarecie.
Więc — jako profesjonalista — musiałem to wykorzystać.
Z poważną miną mówię:
„Przepraszam… jak? Może pani powtórzyć, żebym dobrze zdiagnozował?”
I ona… powtórzyła.
A serwis… posiadał ze śmiechu.
Kosiarka okazała się mieć zwykłe uszkodzenie noża. Ale ta historia? To był dzień, w którym klientka zrobiła najlepszą imitację awarii, jaką widziałem w życiu.
I do dziś, gdy ktoś mówi „dziwnie pracuje”, to w serwisie Markpolu wszyscy mają przed oczami tę scenę.
Maszyny ogrodnicze
Sprzęt budowlany
Dla domu
Koszenie trawnika
Pielęgnacja gleby
Ochrona roślin
Cięcie kszewów
Energia
Myjki - pompy